niedziela, 9 sierpnia 2015

Droga do miliona - jak się nie zniechęcić?


W ostatnim miesiącu wziąłem udział w bezpłatnym szkoleniu "Droga do miliona". Uważam, że warto poświęcić kilka godzin z własnego życia i brać udział w wydarzeniach tego typu.

Oprócz oczywistej reklamy usług firmy prowadzącej to bezpłatne szkolenie, niemal zawsze można dowiedzieć się czegoś ciekawego. Tak było i tym razem.

Postanowiłem podzielić się teraz z Wami pewnymi spostrzeżeniami. Może i na Was zadziałają motywacyjnie. ;-)


Zacznij od małych kroków




Na szkoleniu najbardziej podobała mi się jedna sztuczka wpływająca na zmianę sposobu myślenia. Wielu z nas, już na początku swojej drogi do miliona traci zapał. Jest jednak sposób, żeby wybrnąć z te patowej sytuacji.

Zapał w naszej drodze do miliona tracimy dlatego, że już na wstępie stawiamy sobie zbyt odległy cel, np. 1 mln zł. Przez kolejne miesiące oszczędzamy, prowadzimy budżet domowy, próbujemy inwestować nasze pieniądze. Okazuje się, że udało nam się zebrać 1500 zł. W zestawieniu z milionem jest to zaledwie 0,15%!

Szybko więc liczymy: Aby osiągnąć nasz cel miliona złotych musimy pomnożyć nasze oszczędności przez 666,66! :D

Mówimy sobie, to nierealne! Bez sensu! Po co się umartwiać, skoro i tak za naszego życia nie uda nam się uzbierać tego miliona złotych!

Po części mamy rację. Jeżeli przez kolejne lata nie zmienimy nic w naszym życiu, nie zwiększymy dochodów, nie założymy biznesu, przynoszącego zyski, to nie osiągniemy drogi do miliona.

Nie martwmy się jednak na zapas. Przy odrobinie pozytywnego myślenia i ciężkiej pracy, w końcu nam się uda! Znajdziemy jakąś niszę w rynku i zaczniemy zarabiać prawdziwe pieniądze!

Już samo to, że oszczędzamy, że mamy jakiś cel odróżnia nas od 95% społeczeństwa, umiejącego tylko narzekać, że jest im źle.

Na początku drogi do miliona trzeba przede wszystkim inwestować w siebie. Nawyk oszczędzania może mieć nie bagatelne znaczenie. Pieniądze, które uzbieramy na początku naszej drogi, mogą być nam potrzebne na rozwiniecie biznesu! Wiele osób ma pomysł, jednak brakuje im niezbędnego kapitału na "rozkręcenie biznesu".

Co z tego, gdy na początku naszej drogi i kapitale 5000 zł, poświęcimy cały swój czas na grę na giełdzie i osiągniemy 20% zysku? Będzie to zaledwie 1000 zł zysku. Gdybyśmy na początku poświęcili ten czas na naukę i z kapitałem 50 000 zł osiągnęli zysk 20%, to zysk wynosi już 10 000 zł. 


Podział celów w drodze do miliona


Okazuje się, że podzielenie celów na kilka mniejszych kroków będzie działać na nas niezwykle motywująco. Osiągnięcie każdego z nich to jeden krok mnie do miliona!

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest wyjście z długów. Krok ten nie jest mi obcy. Na własnej skórze przeszedłem przez przedstawiane Wam kroki. Jestem dowodem na to, że warto i że można!

Drugi krok to posiadanie 4 zer na koncie ;-) Pamiętam jak mocno cieszyłem się z osiągnięcia tego celu.

Kolejne kroki zależą tak na prawdę od Was, poniższa tabela to tylko propozycja, bo przecież nie każdy z Was ma cel w postaci miliona złotych.

Liczy się, to że po osiągnięciu każdego celu otrzymujemy niezwykłą siłę, by iść dalej i dalej.

Podział celów w drodze do miliona:



Ile kapitału do miliona?


Kolejna interesująca tabela to pokazanie, ile tak naprawdę kapitału musimy zaangażować, żeby po 20 latach otrzymać z nich milion złotych.

Trzymając pieniądze na lokatach (przyjmuję 3% w skali roku netto) musielibyśmy przez 20 lat odłożyć kapitał w wysokości aż 775 200 zł, co daje aż 3240 zł kapitału miesięcznie!

Przy średnim zysku w wysokości 10% otrzymujemy już tylko 402 000 zł kapitału i 1675 zł miesięcznie.

Oprocentowanie vs kapitał w drodze do miliona:



Jak wygląda moja droga?


Zaraz po studiach byłem ok. 12 tys. zł "pod kreską" i zacząłem swoją "Drogę do własnego M". Na szczęście mój kredyt przez pierwsze dwa lata był nieoprocentowany (kredyt studencki). 

Moim pierwszym celem było uzbieranie pieniędzy na pierścionek zaręczynowy. Już po 1,5 miesiąca pracy "w zawodzie" udało się zrealizować pierwszy cel. Jako, że byłem zahartowany po studiach, to łatwo było mi odłożyć pieniądze, nawet będąc na niezbyt dobrze płatnym okresie próbnym.

Kolejny cel był już dużo poważniejszy. Uzbieranie pieniędzy na niezbędny wkład własny. Jako, że oboje z żoną pochodzimy z biednych rodzin, to o swoją przyszłość musieliśmy zatroszczyć się sami. Przewidywałem, że niezbędne będzie posiadanie od 50 do 100 tys. zł.

Osoby czytające bloga "Droga do własnego M" wiedzą, że cel został osiągnięty. Dodatkowo udało nam się znaleźć ładne mieszkanko na rynku wtórnym w przyjemnej okolicy.

Przez pierwsze pół roku, udało się dodatkowo nadpłacić niemałą kwotę kredytu.

Obecnie nie posiadam jednoznacznego celu. Z jednej strony chciałem pozbyć się kredytu. Niestety pojawiły się dwie okoliczności, które zmieniły wszystko.

Pierwsza to spadki stóp procentowych. Okazało się, że kredyt jest niezwykle tani i nie opłaca się go nadpłacać ani spłacać.
O drugiej okoliczności pisałem niemal dokładnie rok temu. Uważni czytelnicy wiedzą o co chodzi. 

Jak to, piszesz o celach a sam ich nie posiadasz?!

W zasadzie to mam dwa cele: rezygnacja z etatu oraz poświęcać więcej czasu rodzinie i na własne hobby. Muszę przyznać, że jest mi niezwykle ciężko wyjść z tej strefy komfortu, podejść do zaprzyjaźnionego przełożonego i powiedzieć, że odchodzę. Może macie jakiś sposób na zrobienie tego kroku?

A cele finansowe?

Te odeszły póki co na drugi plan. Owszem, prowadzę budżet domowy (nie tak dokładny jak kiedyś) i cieszę się z przyrostu kapitału. Nie mam natomiast nakreślonego celu finansowego.

Zachęcam do komentowania!